


Treningi z Hiromim Tomitą w przygotowaniach do igrzysk olimpijskich w Monachium były naprawdę mordercze. Niektórzy z zawodników nie wytrzymywali takiego reżimu treningowego, ale ci, którzy wytrzymali, byli później dobrymi zawodnikami odnoszącymi sukcesy na matach całego świata. Do igrzysk olimpijskich rywalizowaliśmy w tej samej kategorii wagowej z Marianem Tałajem, który już wówczas był bardzo dobrym i utytułowanym zawodnikiem. Wygrałem z nim tę rywalizację. W rankingach europejskich byłem jednym z faworytów do medalu. Marian Tałaj miał również uczestniczyć w turnieju olimpijskim, ale o kategorię niżej, w wadze do 63 kg. Walczył bardzo dobrze i gdyby mądrzej „zbijał” wagę i miał większą przychylność sędziów, to moim zdaniem, również odniósłby sukces. Mnie się udało, ale taki jest sport. Pamiętam bardzo trudną walkę z Węgrem Heteny, z którym wcześniej zawsze wygrywałem. Ale w turnieju olimpijskim był dobrze dysponowany i musiałem się mocno namęczyć, by go pokonać. Bardzo utytułowanego Hoetgera z NRD w walce o finał rzuciłem na samym początku walki na podcięcie (sasae-tsuri-komi-ashi) na waza-ari i do końca już kontrolowałem walkę. W finale dość szybko przegrałem z Japończykiem Nomurą. Z perspektywy czasu sądzę, że gdybym był bardziej wypoczęty (od walki z Hoetgerem do finału minęło tylko 5 minut) i bardziej skoncentrowany, to może finał wyglądałby inaczej. Jednak Nomura w tym dniu był świetny. Wszystkie walki wygrał „przed czasem”.












Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość